.

logo4K-2.GIF (1325 bytes)

Henryk Hadasz

Sl,Wi,Od,Ks,Pr,Sk,Ma

KĘDZIERZYN - KOŹLE

Hadasz1m.jpg (51967 bytes)

Powrót do "4K" Powrót do OKK

Moja fotografia

1. Początki

Urodziłem się w 1935 r. w Opolu. Studia ukończyłem, na Akademii Górniczo-Hutniczej w 1960 roku z dyplomem mgr inż. geodeta, potem pracowałem w dziedzinie geodezji no wszystkich szczeblach do Naczelnika Wydziału włącznie. W Opolu w latach 1960-61, w Gliwicach 1962-93 z przerwą na dwuletnią służbę okresową (1963-65). Od 2000 r. jestem na emeryturze. Kiedy miałem jakieś 6-8 lat, dokładnie nie pamiętam, pomagałem swojemu ojcu w obróbce papierów stykowych. Pierwszy raz miałem w rękach aparat fotograficzny, gdy miałem chyba 9 czy 10 lat. Jako nastolatek robiłem od czasu do czasu zdjęcia pamiątkowe i rodzinne, i tu już przechodziłem cały cykl: od fotografowania do gotowej odbitki czarno-białej. Później zainteresowałem się również zdjęciami plenerowymi. W latach 1963-65, w wojsku, nie dysponowałem sprzętem, do obróbki fotograficznej i oddawałem swoje filmy do obróbki do punktów usługowych. Byłem zaskoczony, gdy dwa razy - w różnych zakładach fotograficznych - proponowano mi kupno wykonanych, przeze mnie negatywów; rzecz jasna, że się zgodziłem i chyba wtedy moje czarno-białe widokówki powędrowały w Polskę. Sam zresztą na takich widokówkach pisałem do domu i do znajomych.

2. Fotografia na przeźroczach

W 1971 r. zrobiłem dla próby pierwsze zdjęcia na małoobrazkowym kolorowym filmie odwracalnym. Szybko przekonałem się do kolorowej fotografii na przeźroczach i porzuciłem całkowicie fotografię czarno-białą po to, by pozbyć się niektórych nawyków, przeszkadzających przy fotografowaniu na przeźroczach. Ilość przeźroczy szybko rosła i doszedłem do wniosku, że należy je uporządkować tematycznie lub w zestawy.

Pierwszy udźwiękowiony zestaw nie był wcale zmontowany z przeźroczy własnych, ale z kupnych; w dodatku nie był też wcale zastawem krajoznawczym! Po prostu kupiłem bratankowi na urodziny zestaw przeźroczy pt. „Zorro”, do których byt załączony tekst. Wspólnie z żoną stwierdziliśmy, że nagramy tekst na taśmę, z muzyką i efektami dodatkowymi. I tak powstał nasz pierwszy zestaw udźwiękowiony - w sierpniu 1968 r. Pierwsze zestawy udźwiękowione z przeźroczy własnych wykonaliśmy w 1972 r. Były to zestaw „Sudety” i „Tatry Słowackie” dawno już je rozmontowałem, pozostała jednak większość przeźroczy i czołówka. Zestawy te wyświetlaliśmy w różnych jednostkach PTTK. W tym samym 1972 r. zwerbowano mnie do współpracy z Komisją Krajoznawczą Oddziału PTTK w Gliwicach. Tutaj dowiedziałem się, na czym polega fotografia krajoznawcza oraz to, że najpierw należy poznać temat, a dopiero potem fotografować. Namówiono mnie też do udziału w I Ogólnopolskim Przeglądzie Przeźroczy DIAKRAJ (Warszawa) z zestawami: „Gliwice”, „Wyżyna Krakowsko-Częstochowska”, „Reportaż z Koła PTTK Nr 6l” i „Rośliny górskie”. Wyniki dalszych startów w konkursach przeźroczy przedstawiono w rozdziale 8.

3. Własny zbiór przeźroczy

Diateka obejmuje w tej chwili ponad 70 tysięcy przeźroczy, w tym około 100 zestawów z nagranym dźwiękowym, w tym z przenikaniem w języku polskim 10, a w języku niemieckim 5. Udźwiękowione zestawy przechowywane są w magazynkach (gotowe do wyświetlania), pozostałe przeźrocza w opisanych pudełkach, zgrupowanych tematycznie w „szufladkach”. Rośliny polskie są ponumerowane i ułożone kolejno wg systematyki roślin: to samo motyle, chrząszcze, ptaki. Zabytki, widoki, folklor itp., zgrupowano miejscowościami, a te z kolei wchodzą w skład regionów. Na podobnych zasadach przechowujemy przewodniki, mapy, foldery i własne notatki. 16 zestawów przeźroczy (w tym 5 udźwiękowionych) przekazałem innym osobom i instytucjom. Większość zestawów jest montowana na bieżąco, na jeden lub kilka występów, po czym przeźrocza włącza się znów do archiwum. Tematów było już ponad 500, a gdyby uwzględnić fakt, że ten sam temat często byt przedstawiany w inny sposób, można uznać, że tematów było chyba ponad 2000.

4. Dlaczego przeważa tematyka przyrodnicza

Wyniki I i II DIAKRAJ-u oraz rady kolegów sprawiły, że obrałem przyrodę jako specjalizację, krajoznawczą. Nie znaczy to wcale, że w tym temacie byłem akurat najbardziej „oblatany”, przeciwnie - przyrody musiałem się nauczyć od podstaw. Co gorsze, im więcej się uczyłem, tym bardziej się przekonywałem, że tematyka jest tak obszerna, iż nie można jej w całości zgłębić. Pocieszam się jednak tym, że większość krajoznawców wie jeszcze mniej niż ja na ten temat. Żona Maria z kolei specjalizuje się w historii, architekturze i etnografii, stąd odnosi się wrażenie, że „Hadasze” znają się nieomal na wszystkim.

5. Czy żona ma rację?

Większość zestawów nie mogłaby powstać bez udziału mojej żony, wprawdzie jej przeźrocza w poszczególnych zestawach mogę śmiało zastąpić własnymi, ale zestaw nie obejdzie się bez komentarza i nagranego głosu żony. Przeważnie przy opracowywaniu zestawu ograniczam się do podania myśli ogólnej, a komentarz i montaż należą do żony, mnie pozostaje jeszcze część techniczna: nagranie i synchronizacja. Czasami dochodzi do różnicy zdań (koncepcja ogólna, treść, wybór przeźroczy) - przetargi bywają tak długie, że nieraz odkłada się wszystko „na potem”, czyli na nigdy. Przy zestawie „Konfrontacja” przekonałem się jednak, że tu żona miała rację. Zestaw ten prawie w całości powstał według jej koncepcji, przeszkadzało mi w nim szczególnie jedno przeźrocze, odbiegające kolorytem od innych (żółta trawa sfotografowana lałem). Po premierze wymieniłem te przeźrocze na inne. W jakiś czas potem fachowiec od ochrony środowiska przeglądał moje przeźrocza z tej dziedziny i stwierdził, że to właśnie przeźrocze doskonale obrazuje zasolenie gleby przez wody kopalniane i tak wróciło ono na swoje miejsce w zestawie. Dziełem życia żony Marii był zestaw „CMENTARZ ZYDOWSKI W WIELOWSI”. Dla którego komentarz opracowała w ciągu 5-ciu lat studiując Stary Testament. W teren pojechaliśmy ponad 30 razy, bo zdjęcia chcieliśmy doprowadzić do jednakowego kolorytu, a teren byt mocno zarośnięty, macewy obrośnięte porostami i fragmentami mokre od roślin i od cienia.

Żona Maria zmarła w 1993 roku na raka płuc. Szkoda było zostawić taki duży zbiór bez użytkowania a dla jednej osoby jest z tym za dużo roboty. Ożeniłem się drugi raz z koleżanką Teresą, którą już znałem od 20-tu lat a zainteresowania miała podobne do zmarłej żony. Ponieważ jest też trochę do niej podobna, gdy pojawiamy się w środowisku poprzednio poznanym często nawet nie zauważają, że zmieniłem żonę.

6. Multywizja

Dotychczas jeszcze nie widziałem, a tylko słyszałem o seansach multywizji w przeźroczach. Podwójne i poczwórne obrazy widziałem jednak w telewizji („Tam gdzie pieprz rośnie” oraz niektóre czołówki filmów). Na DIAKRAJU w 1978 r. widziałem podwójny obraz - wyświetlono rzut ruin zamku Bolkowa, a obok widoki na ten zamek z różnych stron. Pozostałe elementy multywizji, zastosowane przeze mnie, są wytworem mojej wyobraźni i prób. Do realizacji multywizji potrzeba skomplikowanego sprzętu, jeżeli ma być wykonana automatycznie, ale można ją też zrealizować naszym krajowym sprzętem; potrzeba jednak dużej ilości osób do obsługi. Ponieważ nasz Klub jest dość liczny, mogę sobie na to pozwolić. Multywizja miała jednak powodzenie i niektórzy organizatorzy spotkań autorskich wręcz się jej domagali. Dotychczas opracowałem 8 zestawów na multywizję. Z przenikaniem również czasami się zajmowałem, ale nagrane zestawy powstały dopiero po kupnie sprzętu na automatyczne odtwarzanie z przenikaniem w 1991 r. Poszły na to nasze kilkunastoletnie oszczędności oraz dary niemieckich kolegów. Zestaw przeźroczy pokazujemy w różnych środowiskach, ale najczęściej w PTTK. Tysieczny pokaz mieliśmy we wrześniu 1998 roku, a do końca 2000 było 1071 pokazów.

7. Czy działam w próżni?

Nie, oczywiste, że nie! Należę do najmilszego ze wszystkich klubów - do Klubu Krajoznawstwa i Ochrony Przyrody przy Oddziale PTTK w Gliwicach, którego jestem wieloletnim prezesem. Mogę zawsze polegać na swoich współklubowiczach. Zresztą tylko dzięki temu udaje się „uruchomić multywizję”, do której obsługi potrzeba przecież kilku osób. Nasz Klub łączy w sobie wszystko to, co mnie interesuje: są tu fanatycy przyrody, szaleńcy od krajoznawstwa i amatorzy fotografii krajoznawczej.

Obecnie Klub liczy 36 członków, a 8 z nich uprawia fotografię krajoznawczą. Czym się zajmują Hadasze, już opisałem. Pozostali członkowie Klubu również „startowali” z zestawami przeźroczy na DIAKRAJU'80 w Gdańsku (jedno wyróżnienie), na BIOSFERZE'80, '81 i '83, na przeglądach DIATEST'81 (2 atesty I stopnia); DIATEST'83 (3 atesty I stopnia), DIAGÓR'81 (jeden atest I stopnia), DIAŚWIAT'82 (puchar dla najlepszej sekcji fotografii PTTK), DIAŚWIAT'84 (puchar po raz drugi i 2 nagrody).

W ramach PTTK-owskiej inwentaryzacji krajoznawczej wykonano dokumentację fotograficzną wszystkich okolicznych gmin Gliwic.

8. Udział Marii i Henryka Hadaszów w konkursach (przeźrocza)

1973

„DIAKRAJ'73”

Warszawa

Wyróżnienie za „Rośliny gór”

1974

„DIAKRAJ'74”

Szczecin

III nagroda za „Rezerwat Łężczok”

1978

„DIAKRAJ'78”

Gdańsk

Wyróżnienie za „Gliwice w oczach dzieci”

1979

„DIATEST'79”

Kraków

Dyplom za „Rezerwat Łężczok”, „Rośliny chronione”, „Rezerwat Segiet”

1979

„BIOSFERA'79”

Lubin

II nagroda za całość prac: „Rezerwat Segiet”, „Rośliny chronione”, „Opowieść o Łężczoku"

1980

„DIAKRAJ'80”

Gdańsk

Wyróżnienie za „W dolinie Biebrzy”

1980

„BIOSFERA'80”

Lublin

II nagroda za „Konfrontacja”

1981

„DIAGÓR'81”

Kraków

Grand Prix za „Impresja tatrzańska”

1981

„BIOSFERA'81”

Lublin

Grand Prix za całość prac: „Uwaga szkody górnicze”, „Żebra żubra”, „Puszcza Białowieska”, „Prawie wszystko o motylach” i „Impresja tatrzańska”

1982

„DIAŚWIAT'82”

Częstochowa

Nagroda zespołowa dla najlepszej sekcji Fotograficznej („Spreewald”, „Las Turyński”)

1983

„BIOSFERA'83”

Lubin

bez nagrody za zestawy „Wigierski Park Krajobrazowy” i „Na wodzie malowane”

1984

„DIAŚWIAT'84”

Częstochowa

nagroda zespołowa dla najlepszej sekcji Fotograficznej („Las Turyński”)

1985

„BIOSFERA'85”

Lublin

Grand Prix oraz Medal Biosfery za „Ekologiczna tragedia mieszkańców Ligoty Zabrskiej” i „Kle, kle, kle”

1986

„DIALOG'86”

Bytom

Dyplom za „Gliwice w oczach dzieci”, „Motyle Polski”, „Puszcza Białowieska” i „Impresja tatrzańska”

1986

„DIAŚWIAT'86”

Częstochowa

Medal brązowy za „Znam kraje przyjaciół”

1987

„BIOSFERA'87”

Lubin

Medal Biosfery i wyróżnienie za „Kłodnica” i „Requiem dla Karkonoskiego Parku Narodowego”

1989

„XI Biennale Krajobrazu Polskiego”

Kielce

Medal Biennale za „Był las”

1989

„DIA'FON”

Opawa (Czechy)

Nagroda specjalna za „Impresja tatrzańska”

1991

„DIAPORAMA DOLNOŚLĄSKA”

Lubin

Grand Prix, Medal Diaporamy, złoty medal Polskiej Federacji Stowarzyszeń Fotograficznych „Za twórczość artystyczną” oraz medal Polskiego Stowarzyszenia Diaporam za „Noc na Łysej Górze”

9. Odznaki i wyróżnienia

Za zasługi w upowszechnianiu krajoznawstwa i turystyki otrzymałem następujące odznaki i wyróżnienia:

1

Dyplom ZG-PTTK -1975

2

Srebrna Odznaka Honorowa Ligi Ochrony Przyrody - 1976

3

Zasłużonemu w rozwoju województwa katowickiego - złota - 1976

4

Honorowa Odznaka PTTK - srebrna - 1980, złota - 1986

5 Zasłużony w pracy PTTK wśród Młodzieży - srebrna - 1984
6 Wpis do ksiegi 40-lecia miasta Gliwic - 1985

7

Dyplom Fotografa Krajoznawcy Polski -1985

8

Zasłużony Działacz Kultury - 1985

9

Zasłużony Działacz Turystyki - srebrna - 1989

10

Medal 150-lecia fotografii - 1989

11

Zasłużony Instruktor Krajoznawca - 1993

12

Wpis do książki zasłużonych działaczy PTTK O/PTTK w Gliwicach - 1997

13

Zasłużony Przodownik Turystyki Pieszej - 1997

14

Zasłużony Turysta Przyrodnik - 2000

15 Medal 50-lecia PTTK - 2001

10. Dodatek

Multiwizjonerzy

Diapozytywów tatrzańskich mieliśmy sporo ponad tysiąc i Marysia stwierdziła, że to się marnuje, że trzeba coś z tym zrobić. Przeglądaliśmy je wiele razy, ale nic się nie układało w zestaw. Chciałem dobrać muzykę. Słuchałem wiele razy Szymanowskiego, Karłowicza i innych kompozytorów. Jednak dopiero muzyka Kilara przemówiła do mnie. „Kościelec 1909” poświęcony tragicznej śmierci Karłowicza w lawinie, to było to! Ale zdjęcia z archiwum nie pasowały do wizji, jaka zaczęła się wyłaniać. Postanowiliśmy, więc pojechać specjalnie. Z tą muzyką w uszach chodziłem po Tatrach i znajdowałem to, czego mi było trzeba. Zorientowałem się jednak szybko, że nie wszystko, co czuję da się wyrazić przy pomocy fotografii. A przynajmniej nie dosłownie. Na przykład dzwonki, wyraźnie słyszałem dzwonki owiec na hali, a przecież teraz ich tam nie ma. Trzeba inaczej. Z pomocą przyszły lodowe sople na kosodrzewinie i oblodzone źdźbła trawy dzwoniące na wietrze. A śnieżna lawina? - tę zastąpi wodospad.

Pogoda była wtedy zła- mgły i chmury, a przecież podobno Tatry trzeba fotografować w słońcu! Okazało się, że nic nie można przewidzieć. Moje Tatry byty piękne i groźne. Jeden z krytyków profesjonalistów nazwał zestaw „Impresje tatrzańskie” „dreszczowcem”. Niestety, strona techniczna nie była zadowalająca. Wiele klatek zepsuło mi laboratorium w czasie obróbki. Pojechaliśmy więc jeszcze raz uzupełniając braki. Niestety, tym razem pogoda była słoneczna, pojedyncze klatki nie chciały się dopasować do poprzednich, mrocznych, i trzeba było niektóre sekwencje w całości wymienić Z powstałego w ten sposób zestawu nie byłem w pełni zadowolony, ale moi pierwsi krytycy, koledzy z klubu, orzekli, że nie mam co grymasić, że trzeba to wysłać na DIATEST „Góry 81”. Sąd konkursowy przyznał „Impresji tatrzańskiej II”, bo tak ją nazwałem w odróżnieniu od „dreszczowca”, pierwszą nagrodę i atest III stopnia. Oczywiście, była satysfakcja, ale ja wiem, że to jeszcze nie jest to, co chciałem zrobić i kiedyś zrobię trzecia wersję.

Przytoczona wypowiedź Henryka Hadasza charakteryzuje jego postawę twórcza. Upór i konsekwentne dążenie do realizacji własnej wizji. Zaskakujące jest więc, że od lat występuje w duecie z żona Marią, że udaje im się współdziałać i współtworzyć, mimo często występującej różnicy poglądów, której wcale nie ukrywają. Widać więcej ich łączy niż dzieli.

Przede wszystkim turystyka. No rowerach lub pieszo przemierzają najróżniejsze zakątki kraju, dokumentując swoje spostrzeżenia aparatami fotograficznymi nie najlepszej zresztą jakości. Ale o sprzęt bardzo trudno, podobnie jak o materiały fotograficzne. Nie stanowi to jednak przeszkody w uprawianiu hobby krajoznawczo-przyrodniczego. Świadczy o tym zbiór Hadaszów - przeszło 26 tysięcy slajdów systematycznie uporządkowanych i skatalogowanych według regionów i tematyki: przyrodniczej, krajoznawczej, organizacyjnej i innych. A także nagrody i wyróżnienia na każdym przeglądzie, w którym biorą udział.

Każdy sfotografowany okaz trafia do kartoteki, w której zastaje opisany i oznaczony. Np. rośliny - według klucza Szafera. Ten system pozwala larwo odnaleźć diapozytywy do poszukiwanego tematu i wszelkie informacje o poszukiwanym obiekcie. Taka operatywność jest konieczna przy upowszechnianiu idei krajoznawstwa i ochrony przyrody na skalę, na jaka uprawiają ją Hadaszowie. Obydwoje maja złote Odznaki Fotografii Krajoznawczej, z tym, że Henryk zdobył ją sześciokrotnie. W ciągu dziesięciu lat przeprowadził 364 prelekcje w różnych środowiskach: w PTTK, szkołach, towarzystwach fotograficznych, w wojsku. W niektórych bywali po wiele razy, zapraszani do wypowiedzi na różne tematy. Pan Henryk jest bardziej rozmiłowany w przyrodzie, pani Maria woli krajoznawstwo, potrafią się jednak wymieniać i uzupełniać, jeżeli oczywiście nie współdziałają, co zdarza się najczęściej, zwłaszcza przy tzw. przenikaniu czy multywizji, które to techniki wypracowali w sposób charakterystyczny tylko dla nich, uzyskując ciekawe efekty. Owa multywizja to obraz powstały z dwóch rzutników. Otrzymuje się w ten sposób panoramę złożoną z dwóch klatek niemożliwą do uzyskania z szerokokątnego obiektywu, albo roślinę, czy zwierze widziane na raz w dwóch różnych ujęciach. Obrazy przenikają się płynnie przechodząc jeden w drugi, podobnie jak w filmie. Komentuje zazwyczaj pani Maria, sama lub na zmianę z męskim głosem. Do tego zazwyczaj dochodzi muzyka i czasami głosy nagrane w plenerze, starannie zmiksowane i przygotowane w wersji mono lub stereo.

Hadaszowie zawsze są chętni do przekazywania innym swoich wiadomości w każdy dostępny sposób. Poprzez niektóre swoje zestawy, jak np. „Konfrontacje”, uprawiają też pewnego rodzaju publicystykę w obronie środowiska naturalnego. Podkreślają jednak, że najważniejszą i najstarszą ich pasją jest turystyka. Długie lata uprawiali ją indywidualnie, nie związani z żadną organizacją. Teraz działają w PTTK, gdzie wciągnęli ich znajomi o podobnych zamiłowaniach. Nie wiedzieć, kiedy zostali działaczami, mimo pracy zawodowej, zupełnie nie związanej z turystyką. Sprawują różne funkcje w różnych strukturach Towarzystwa. Ich kalendarz jest wypełniony na wiele miesięcy naprzód. A jednak zawsze znajdą czas, żeby na pierwszy znak od kolegów o odkryciu stanowiska jakiegoś rzadkiego okazu, którego nie mają jeszcze w swojej kolekcji, popędzić do niego i sfotografować.

Nie żałują też czasu na wymianę doświadczeń w macierzystym gliwickim Klubie Krajoznawstwa i Ochrony Przyrody, czego dowodem jest kronika klubu. Uczestniczą w każdym prawie spotkaniu, w każdej imprezie. Każdy z członków klubu ma tu swoje klubowe imię pochodzące od nazwy rośliny, odnoszące się w jakiś sposób do jego wyglądu lub charakteru. Henryk Hadasz to Jesion Wyniosły, Maria - Gruszeczka Mniejsza.

Wiedzę swoją potrafią przekazywać w sposób zgoła niebanalny. Na przykład zaproszeni na obóz fotograficzny Młodzieżowej Szkoły Turystyki poprowadzili zajęcia pod kątem - jak nie należy fotografować - opierając się na przykładzie własnych błędów. Henryk Hadasz opowiedział początkującym fotografom historię swoich potknięć. Nie wstydzi się ich, każdemu mogą się zdarzyć. Rzecz w tym, żeby umieć je dojrzeć i wyeliminować. Nie upierać się głupstwach. Zrobił kiedyś, na przykład bardzo efektowne zdjęcie tańczących górali. Korale, chustka, wszystko wirowało. Był zadowolony. Aż tu bardziej doświadczony kolega pyta: wiesz, co jest w tańcu góralskim najważniejsze - kroki. A na zdjęciu nogi były obcięte. Więc pod względem merytorycznym do wyrzucenia.

W trakcie normalnych dziennikarskich zajęć u Hadaszów (pytania, odpowiedzi, notatki itp.) łapię się na nieposkromionej chęci oglądania jak największej ilości zestawów, żeby jak najwięcej nauczyć się, zapamiętać - i tak aż do wyjazdu, do ostatniej chwili; jeszcze w pociągu skaczą mi przed oczyma: rosiczka okrągłolistna, chrobotek reniferowy, firletka poszarpana, przytulia czepna i związane już na zawsze z tymi nazwami twarze członków Klubu.

Teresa Kłosiewicz – 1984

Hadasz2m.jpg (13275 bytes)

Powrót do "4K" Powrót do OKK

Informację opracował: Henryk Paciej. Wszelkie uwagi można przekazać na adres email: henrykpaciej@orso.pttk.pl
Copyright C 2001 RPK PTTK OPOLE. All rights reserved.  Aktualizowane: listopada 11, 2010.